środa, 11 lutego 2015

Rozdział XXV

Miejscowe termometry wskazywały niewiele powyżej zera, lecz przez nieustający wiatr i prószący śnieg było znacznie chłodniej. Robiło się coraz ciemniej, a warstwy śniegu stawały sie coraz grubsze. W powietrzu unosił się zapach dymu wydobywającego się z kominów domu. Szedł powoli, patrząc przed siebie i chowając dłonie w kieszeniach. Nie widział za wiele, a jedynie blask z okien domów w których paliło się światło. Dużo myślał. Tkwił w zamyśleniach, próbując coś zrozumiec, samego siebie, ale nie potrafił. Myślał, że przyjeżdżając tutaj, na chwilę o wszystkim zapomni. Jednak stało się całkiem inaczej. To tutaj jego myśli przytłaczały go coraz bardziej, napadały na niego przez cały czas, a noce...były nie do zniesienia. Budził się czesto, przerażony i oblany potem. Powoli dochodził do siebie i ponownie zasypiał. I tak każdej nocy. Każdej kolejnej od kilku dni...
Wszedł do środka, sięgnął do przełącznika i rozpalił światło w dużym pokoju. Kurtkę zostawił na krześle, które stało tuż obok okna i podszedł do kominka by rozpalić ogień. Nadal sprawiało mu to nie mały problem. Kiedy ogień zaczął ogrzewać przestrzeń domu, usiadł przed kominkiem na futrzanym kocu i sięgnął po telefon. Zastanawiał się czy jeszcze ktoś starał sie z nim skontaktować, czy już wszyscy odpuścili. Włączył go i zobaczył niedodebrane połączenia od trenera, rodziców i Nicka, lecz nie od niej. W głębi serca liczył, że dzwoniła, martwiła się... Włączył pocztę by odsłuchac wiadomości a każda brzmiała prawie tak samo. Gdzie jest, co się dzieje, kiedy wróci... Aż do wiadomości Nicka. On nie zadał tych pytań, nie zadał żadnego. " Nie wiem co robisz, nie wiem gdzie jesteś, czy wszystko jest w porządku czy nie. I coraz mniej mnie to interesuje, ale coś ci powiem. Jeśli ją kochasz to wróć dla niej. I pamietaj, że już nie tylko tobie na niej zależy. Chyba masz konkurencję, dobrze ci znaną konkurencję". Tymi słowami zakończył swoją wiadomosć do przyjaciela, a ten siedział z zamyśloną miną. Zmrużył oczy i nerwowo obracał telefon w dłoni, zastanawiając się kogo na myśli miał Nick. Ktoś kogo zna, z kim bardzo dobrze się zna, ale kto... Chciał o niej zapomnieć, bo sądził, że tak będzie lepiej dla niej, może i dla niego. Chcial by była szczęśliwa, lecz z kimś innym. A teraz...teraz gdy ktoś inny pojawił się w jej życiu, jego ogarnia wściekłość. Przecież to jemu zależy na niej, to on ją kocha, to z nią chce być! Jak mógł odpuścić? Jak...
Nie patrząc na nic, ubrał ponownie na siebie ciepłą kurtkę, trzasnął drzwiami i ruszył przed siebie. Odczuwał siarczysty mróz, który szczypał go w policzki, ale nie przeszkadzało mu już to. Przemierzał śniegowe zaspy, nie patrząc dokąd idzie. Dopiero po kilkunastu minutach rozejrzał się wokół siebie, by zorientować się gdzie jest. W ciemnosciach nocy nie za wiele widział, ale wystarczająco by dostrzec dobrze znany mu dom. Otworzył bramkę i podszedł do drzwi, dwykrotnie przyciskając dzwonek.
- Marco? Kochany, co ty tutaj robisz tak późno? Wchodź, wchodź. Napijesz się herbaty? Och, na pewno sie napijesz! Gorąca herbata cię rozgrzeje. I może ciasta zjesz? Mam twoje ulubione, śliwkowe. Już ci wszystko podaję. - kobieta nawet nie przerywała swojego monologu, nie pozwalając młodemu mężczyźnie dojść do słowa - Usiądź sobie, rozgrzej się, a ja...
- Niech pani nie zawraca sobie głowy. - posłał jej uśmiech.
- Marco... - ujęła jego twarz, spracowanymi dłońmi, przytulając go, jak własnego syna.
- Przyszedłem bo...nie mogłem już nieść tego siedzenia samemu w domu, chciałem porozmawiać, bo...nie wiem co robić... - westchnął rozkładając dłonie.
- Usiądź. Naleję ci herbaty i wszystko mi opowiesz.
- Tutaj nie ma co opowiadać. Zakochałem się, zakochałem jak szaleniec. Tyle, że się boję. Boję się w to brnąć, bo mam wrażenie, że coś się wydarzy, coś pójdzie nie tak...i to będzie koniec. Mi tak cholernie na niej zalezy! Ale ją ranię, choć nie chcę...Chcę by miała wszystko, by była szcześliwa...
- To podaruj jej to szczeście...
- Jak?
- Bądź przy niej i z nią.
- I tyle?
- Myślisz, że to mało? To znacznie więcej niż ci się wydaje. Nie wiem jaka ona jest, ale jeśli to prawdziwa miłość, to ona nie oczekuje od ciebie drogich prezentów, wspaniałych wakacji, lecz tylko ciebie. Byś był i nigdy nie odchodził. Wróć do niej, do nich wszystkich. Do klubu. Oni cię potrzebują.
- Nie. Nie potrzebują mnie... Ja...ja chcę odejść.
- Marco, co ty wygadujesz? Jak to odejść? Dokąd? Dlaczego? - była zaskoczona, dopytywała o wszystko.
- Tam nie ma dla mnie miejsca. Może czas na zmiany? Tyle, że gdy odejdę z klubu, strace Meg tak naprawdę. Ona nie opuści tego miejsca, bo je pokochała. Znalazła tam wszystko...
- A Ty nie? W Dortmundzie przecież masz wszystko. Dom, rodzinę, przyjaciół, miłosć życia i chcesz to zostawić? Ot tak?
- Nie. Tak. Nie wiem. - wstał i zaczął błędnie chodził po pokoju. - Nigdy nie byłem tak czegoś nie pewny jak teraz.
- Marco, bo komplikujesz! Czy ty nie chcesz od życia za wiele? Zastanów się...
- Może...Jednej rzeczy jednak chcę najbardziej. Chcę z nią być, bo ją koch...
- Ciociu!!! - rozległo się wołanie. Znał ten głos. Doskonale znał.
- Jessica?
- Marco?
Stali wpatrzeni w siebie, z półuśmieszkiem na twarzy. Nie widzieli się tyle lat, nie rozmawiali ze sobą przez ten cały czas i teraz uświadamiali sobie, że tak naprawdę tęsknili.
- Chodź tu do mnie. - przytulił ją mocno do siebie, jak za starych, dobrych lat. Jessica nie przypominała już tej małej pyzatej dziewczynki, którą on miał wciąż przed oczami. Teraz, była to już dorosła kobieta, o smukłej sylwetce, bladej cerze i jasnych włosach, ale jak zawsze z tym samym promiennym uśmiechem, za którym chowała wszystkie smutki. - Ile to już lat, co? - zaśmial się.
- Sporo. Może ze dwadzieścia? - uśmiechnęła się.
- Pewnie tak...Zmienilaś się. Gdybym cię spotkał na ulicy, zapewne bym cię nie rozpoznał. - wciąż bacznie się jej przyglądał.
- A ty prawie nic się nie zmieniłeś, Marco. Zmężniałeś, tak, to na pewno. A co cię tutaj sprowadza? Myślałam, że już o nas zapomniałeś...
- Zapomniałem? Nigdy w życiu! A tak przyjechałem. Tęskniłem.
- Ja też... To znaczy... - zarumieniła się. - My wszyscy tęskniliśmy.
Nastała niezręczna cisza dla nich obojga.
- Będę już szedł, czas na mnie. Dziękuję za wszstko i do...zobaczenia. - uśmiechnął się niepewnie, ubrał prędko kurtkę i wyszedł z domu.





*




Miał wrażenie, że czas zatrzymał sie w miejscu. Wskazówki zegara tkwią w tym samym miejscu, słońce nie wschodzi a on siedzi na fotelu od niepamiętnych czasów. A jednak tak nie jest. Nawet nie zdaje sobie sprawy jak czas ucieka i pozostaje mu go coraz mniej. Właśnie przed chwilą spotkał kobietę, którą zna od dziecka. W pewien sposób od zawsze była dla niego ważna, ale w chwili gdy objął ją na przywitanie, pragnął by na jej miejscu była Meg. I teraz, siedząc wpatrzonym w płomienie ognia, też jej pragnie. By była obok, by mógł ją przytulić, pocałować, zobaczyć jej uśmiech.Lecz jej nie ma. Co robi? Nie wie. Czy jest bezpieczna? Nie wie. Czy jest szczęśliwa? Nie wie. Czy jest sama? Nie wie, a ta niewiedza doprowadza go do obłędu. Chciałby mieć pewność. Pewność, że albo jest sama, albo kogoś ma. Ale znowu, kim jest ten "ktoś" o kim wspomniał Nick? Kto, kogo on sam zna, był zdolny zająć jego miejsce? Kto mógł być takim egoistą i bezdusznikiem? Kto do cholery?! Bił się w myślach.
- Kim on jest? Kogo poznała Meg? Jest z nim? Jest szczęsliwa? - pytał, a rozmówca po drugiej stronie milczał. - Odpowiedz do cholery, Nick! Kim on jest?!
- Na pewno nie dowiesz się tego od mnie! - krzyknął.
- Zacząłeś ten temat, to go dokończ! Chcę wiedzieć kim jest, by...by móc się z nim rozmówić.
- Rozmówić? Na jaki temat? Zostawiłeś ją, wyjechałeś sobie gdzieś i liczysz, że ona będzie czekać na ciebie do końca swoich dni? Że każdego dnia będzie wstawać z myślą, czy to jest właśnie ten dzień, w którym do niej wrócisz? Obudź się Reus. Ona może cię kochać do konca życia, ale czekać na pewno tyle nie będzie. To jak raniłeś ją do tej pory, jest niczym, przy tym co robisz jej teraz. Czasem warto pomyśleć, niż coś się zrobi. Choć ty...zawsze miałeś z tym problem.- rozłączył się, ot tak.
- Jestem idiotą. Pieprzonym idiotą.





*




Nie mogła znieść już dłużej tej pustki, którą w sobie miała. Tęskniła, a z każdą kolejną chwila, tęsknota narastała. I przez cały czas obwiniała siebie, że wszystko potoczyło się tak, jak się potoczyło. Zastanawiała się, gdzie popełniła błąd. Co zrobiła złego, że on tak bardzo ją znienawidził i  odszedł. Była zła na siebie, wręcz wściekła, zwłaszcza wtedy, gdy zaczęła zdawać sobie sprawę, że nie jest w stanie go odnaleźć. Nawet nie wie, gdzie szukać, gdzie mógł pojechać. Łudziła się jedynie, że wróci. Zatęskni i wróci.
Ubrała ciepły płaszcz i wyszła. Było ciemno, lecz się nie bała, tej pustki i ciszy na ulicach. Wręcz przeciwnie - była spokojna jak nigdy dotąd. Idąc, nie była obecna duchem na ziemi. Tak jakby ktoś nią sterował, ktoś inny ją prowadził. Ale doskonale wiedziała dokąd zmierza.
- Marco? Marco? Jesteś tu? - wołała jego imię, gdy tylko zobaczyła otwarte drzwi jego mieszkania. Jednak ogarnął ją jeszcze większy smutek, gdy zobaczyła w nim Nicka a nie Marco Reusa.
 - Nie ma go, przykro mi...Mam klucz do jego miezkania, przyszedłem bo myślałem, że coś znajdę i...
- Znalazłeś? - oczy szkliły się jej od łez.
- Nie jestem pewien do końca, ale chyba wiem gdzie on jest. - posłał jej krzepiący usmiech.
Magda podbiegła do niego i mocno przytuliła. On teraz był jej jedyną nadzieją. To on wiedział najwięcej o Marco, to on mógł go odnaleźć.
- Dziękuję. - wymamrotała pod nosem i schowała twarz w jego ramieniu.
- To co? Jedziesz ze mną?
- Teraz?
- A kiedy? - uniósł brwi.
- Tak, jedźmy. Nie traćmy czasu. Im szybciej go znajdziemy, tym szybciej dam mu w twarz.
- W końcu zasłużył.
Gdy wyszli z mieszkania, zanim udali się do samochodu, Nick zatrzymał Meg.
- Ja wiem. Marco jest tak wkurzający jak żaden inny facet na świecie. Czesto jest jak dziecko, trzeba go pilnować, trzeba mu wybaczać błedy... Czasami coś zrobi, nie myśląc nad konsekwencjami swoich decyzji. Czasami jest pieprzonym egoistą i zadufanym w sobie. Myśli, że może wszystko i wszystko mu się należy. Ma chyba więcej wad niż zalet. Ale jedna jego zaleta sprawia, że wady stają się mniej wazne. Jeśli kocha, to kocha ponad wszystko. I to właśnie ciebie tak kocha. Ciebie i swój klub. I nie wazne co powie, właśnie to jest jedyną prawdą. Pamiętaj o tym, proszę...





*





Czuł jak powieki mu opadają i staje się coraz bardziej senny. Obraz rozmazywał się przed oczami i wszystko zaczęło ciemnieć. Dlatego dwukrotne uderzenie do drzwi, wyrwało go z sennego transu i jednocześnie przestraszyło. Odstawił kubek, który był już prawie opróżniony. Podszedł do drzwi i pociągnął za klamkę.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał, gdy ją dostrzegł. Był zaskoczony. Nie miał ochoty na żadne odwiedziny, rozmowy lecz zaprosił ją do środka, gdy poczuł jak mroźny wiatr chłodzi jego ciało pozbawione jakiejkolwiek bluzki.
- Pomyślałam, że moze potrzebujesz kogoś do towarzystwa i jest ci smutno tak samemu... - mówiła zalotnie i on to dostrzegł.
- Nie. - odparł oschle, lecz przeprosił po chwili. - Przepraszam. Nie jestem w humorze.
- Widzę. Obiło mi się o uszy, o twojej nieszcześliwej miłości.
- Widzę, że dobre wieści szybko się rozchodzą.
- Przepraszam, nie chciałam cię urazić. Zdarza się, że zakochujemy się w niewłaściwych osobach.
- A kto powiedział, że ona jest niewłaściwa? Jest tą, z którą chcę być i jeszcze z nią będę! Nie pozwolę by ktoś inny zajął moje miejsce. - mówił pewny swego.
- Nie twierdzę, że to nie jest twoja miłość zycia ale może jednak warto to przemyśleć. Może tylko wydaje ci się, że ją kochasz a tak naprawdę jesteś w błedzie. Może los znalazł dla ciebie kogoś innego, kogo poznasz albo już znasz...
To zmierzało w złym kierunku. Wiedział o tym. Wiedział, co Jessica ma na myśli i nie rozumiał tego. Ona była jego dobrą koleżanką, może przyjaciółką, ale nigdy nic więcej. Nigdy nawet nie myslał o tym, że oni mogliby być razem.
- Czekaj, czekaj, co ty robisz? - zapytał, gdy dostrzegł jak kobieta przybliża się do niego na niebezpieczną odległość. - Jessica zaczekaj. Chyba wiem do czego zmierzasz, ale nic z tego nie będzie. Będzie lepiej jak pójdziesz.
Odsunąl ją od siebie, na co ta spojrzała na niego z zawiedzeniem i żalem. Jednocześnie zarumieniła się ze wstydu, że posuneła się tak daleko.





*




- Jesteś pewien, że to tutaj? - Magda zapytała Nicka, gdy znaleźli się na miejscu. Jakoś nie wyobrażała sobie, że Marco mógłby przyjechac w takie miejsce. Stary dom, kamienista droga, lasy i mnóstwo śniegu.
- Tak. Spójrz, jest jego samochód.
-  I czyjś jeszcze... - westchnęła. - Nick, ja nie wiem czy to dobry pomysł. Nie powinniśmy tutaj przyjeżdżać. Gdyby chciał, wróciłby...
- Przestań marudzić i chodź! - zawołał ją i udali się do domu, znajdującego się na skraju lasu.
Niepewnie zbliżała się do niego, serce biło jej coraz mocniej. 
- Zapukajmy - spojrzała na bruneta.
- Po jaką cholerę? - zaśmial się i popchał drzwi. Im oczom ukazało się niewielkie wnętrze, ogarnięte zmrokiem. Blask dawał jedynie ogień kominka i świece palące się na stoliku.
- Właśnie dlatego. - wypowiedziała przez zaciśnięte usta, dodając - Nienawidzę cię, Reus - odwróciła się na pięcie i wyszła. Zabolał ją ten widok. On bez koszulki, a przy nim kobieta. Szybko się pocieszył, pomyślała, powstrzymując w sobie łzy.
- Stój! - krzyknął za nią i wybiegł. Złapał ją za rękę i szybko odwrócił w swoim kierunku. - Nie wierzę, że tu jesteś...że przyjechałaś...
- Zaskoczony? Przepraszam, że wam przeszkodziłam. - wypowiedziała, tłumiąc w sobie gniew.
- Przeszkodziłaś? Meg, to nie tak! To nie tak jak myślisz! Wiem, że mi nie uwierzysz ale  z nią mnie nic nie łączy. Znamy się od dziecka, przyszła do mnie, myślała, że...po prostu posunęła się za daleko.
 - Przestań!Nie chcę tego słuchać! Nie chce na ciebie patrzeć, nie chcę cię znać! - próbowała uwolnić się z jego objęć, ale na marne.
- Kłamiesz! Gdyby to prawda, nie było by cię tutaj, a jesteś. I zrobilaś coś, co ja już dawno powinienem zrobić. Powinienem wrócić do ciebie, a to ty wracasz do mnie. 
- Nie chcę...
- Nie obchodzi mnie teraz to co ty chcesz a czego nie chcesz! Wysłuchasz wszystko co mam ci do powiedzenia! Popełniłem błąd, że uciekłem, uciekłem od ciebie. Ale więcej tego nie zrobię. Możesz próbować wszystkiego, ale ja nie zniknę z twojego życia. Zrobię wszystko by być jego częścią!
- Za późno. - odparła i w końcu wyswobodziła się z jego ramion i zaczęła zmierzać w kierunku samochodu.
- Kocham cię, kurwa! - wykrzyczał a słowa zaczęły się roznosić wraz z echem po całej okolicy. - Kocham, rozumiesz? - dodał, gdy podszedł do niej i spojrzał jej w oczy. Były pełne łez, które spływały po jej twarzy. Otarł je delikatnie drżącą ręką i pochylił się, składając delikatny pocałunek na jej ustach. - Kocham cię...






*



Nic tak nie uskrzydla jak wiadomość, że Twój idol przedłuża kontrakt, z klubem, który jest całym Twoim światem ♥


Jest nowy rozdział. Pisałam go z wielką przyjemnością a zarazem nutą smutku. Wiecie, ostatnio otrzymałam od kilku czytelniczek wiadomości i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Ja wiem - zaniedbuję tego bloga totalnie, Wasze i Was, czytelniczki. Zdaję sobie  z tego sprawę. Wiele osób zarzuciło mi, że cały czas zasłaniam się nauką i brakiem czasu. Dobrze, to teraz postawcie się na moim miejscu. Wracacie ze szkoły popołudniami a nawet póxnymi wieczorami, macie mnóstwo nauki, a za chwilę maturę. Od tego zależy Wasza przyszłość. Co robicie? Myślicie o nowej fabule czy o tym jak chcecie by wyglądało Wasze życie  w przyszłości? Przepraszam Was, ale ja nie postawię bloga na pierwszym miejscu w moim zyciu. Ci, którzy znają mnie nie tylko z tego opowiadania, wiedzą kim jestem, jaka jestem, wiedzą dlaczego i po co piszę. I nawet jeśli nie ma mnie tutaj, miesiąc, dwa, trzy, pół roku, to ja wrócę. Jeśli Ci zalezy na tym, to zostań ze mną i twórzmy razem tę historię. Jeśli nie - nie trzymam Cię. Nie rozkazuję Ci czytać moich rozdziałów, komentować...

Przepraszam, jeśli macie do mnie żal, że o Was nie myślę.


Patrycja