czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział XXVI

Happy end? Sądzisz, że to właśnie teraz? Dlaczego? Bo już wystarczająco przeżyli i w końcu zasłużyli na szczęście i by być razem? A może to dopiero początek? Może te rozstania i powroty, kłótnie były początkiem czegoś co przyniesie ból, łzy i cierpienie. Przecież to nie bajka. To życie. Życie, gdzie "na tysiące godzin kilka minut szczęścia". Szukają swojego szczęścia, a gdy już je mają - wymyka im się ono z rąk. Nie wiedzą dlaczego tak jest. Może na to zasłużyli? Każdemu pisany jest jakiś los...Ich, jest właśnie taki. Oboje spotkali siebie, pokochali się. Zechcieli dzielić ze sobą życie. Tyle, że im to nie udaje się. Nie są szczęśliwi, ale też nie nieszczęśliwi. Trochę to dziwne. Dziwny jest ten stan. Stan bycia pomiędzy. I nie wiesz co zrobić, co wybrać. Boisz się. Tak - boisz się. Że wybierzesz źle, że coś zniszczysz, że będziesz nieszczęśliwy, że...stracisz coś co dla ciebie jest najważniejsze. Rozumiesz, prawda? Może właśnie teraz dopadł cię ten stan. Co zrobisz? Pewnie jeszcze nie wiesz. A oni? Czas pokaże...Czy będą razem, czy znów coś ich poróżni...na zawsze.
Stali, patrzyli sobie w oczy, ale nic nie mogli dostrzec. Może jedynie łzy, które szkliły się, pojedynczymi strumieniami spływały po policzkach. Trzęsli się z zimna, oddychali szybko a każdy oddech mroził ich wnętrze.
- Powiedz coś... - wyszeptał niepewnie zachrypniętym głosem. - Powiedz, że ty też...
- Że co ja?
- Nie wiem...Że tez coś czujesz, cokolwiek. Powiedziałem ci, że cię kocham. Chcę wiedzieć czy ty...- zawahał się. - Czy ty też...czy ty mnie kochasz? - spojrzał jej głęboko w oczy, ale ona milczała. A z każdą kolejną chwilą, jego serce pękało. Wyznał jej swoje uczucia, prawdziwie ale ona, nie wyznała mu swoich.  - Nie uwierzę w to, że nic nie czujesz do mnie.
- Dlaczego? - zapytała oschle. Nie wiedziała dlaczego tak się zachowuje. Dlaczego nie mówi mu prawdy.
- Bo gdyby tak było, to ciebie by teraz tutaj nie było. A jesteś, przyjechałaś.
- Przyjechałam tylko dlatego, że...że... - nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. Zdenerwowało ją to. Sama doprowadziła do tego momentu rozmowy i nie potrafi z tego wybrnąć.
- No właśnie. - uśmiechnął się delikatnie widząc jej bezradność.
- Co no właśnie? Co no właśnie?! Przyjechałam bo się martwiłam o ciebie, że coś ci się stało!
- Kocham patrzeć jak się denerwujesz. - pogładził jej twarz.
- Przestań się nabijać! - krzyknęła obrażona, co jeszcze bardziej go rozbawiło.
- Chodź tu do mnie. - przyciągnął ją mocniej do siebie i przytulił.
- Nienawidzę cię! - powiedziała chowając się w jego ramionach.
- Też cię kocham... - kochał ten moment gdy trzymał ją w ramionach a ona była tylko jego, a on - jej. Nie przypomina sobie momentu by kochał kogoś bardziej kiedykolwiek. Magda jest dla niego wszystkim.
- Będziemy już wracać do domu. - odsunęła się od niego, spojrzała w kierunku Nicka, który stał w drzwiach domku i przygladał się im od dłuższej chwili.
- Wracać? My? - zdziwil się i spojrzał także na swojego przyjaciela. Przeszła mu przez głowę myśl, że gdy Nick wspominał mu kiedyś o nowym mężczyźnie w życiu Meg, to miał na myśli...siebie samego. Ale to nie mogło być prawdą. Szybko wyzbył się głupich podejrzeń.
- Tak. Wiemy, że wszystko z tobą w porządku to wracamy do Dortmundu i czekamy na ciebie...
- Myślisz, że pozwolę ci się stąd ruszyć? Nie ma mowy! On niech jedzie, ale ty zostajesz! I chodź do środka, bo zamarzniesz mi całkiem. - objął ją ramieniem i zaprowadził w kierunku domu. Nie wyobrażał sobie, że znów miałby pozwolić jej wyjechać, odejść od niego. Choc właściwie ostatnio to on uciekł, on wyjechał.
- Nic tu po mnie. - rzekł średniego wzrostu brunet, zasuwając zamek swojej kurtki pod samą szyję. - Nie zróbcie nic głupiego i opiekujcie się sobą. - w jego słowach słychać było troskę i opiekuńczość. Mimo, że nie był zbyt wiele starszy od swoich przyjaciół, to tę różnicę było widać w jego zachowaniu. Był rozważny, ostrożny, zawsze szukający racjonalnego rozwiązania i nigdy się nie poddawał. Dla Marco jest niczym starszy brat. Jest zawsze wtedy, gdy ten go potrzebuje. Pocieszy, rozbawi, ale i przywróci rozsądek do głowy gdy tego potrzeba. To baczny obserwator, który zawsze jest na drugim planie, ale przez to wie więcej, widzi więcej. - Widzimy się wkrótce w Dortmundzie! - zawołał na pożegnanie i ruszył w kierunku drzwi. Nagle podbiegł do niego przyjaciel.
- To ty? - trzymał go kurczowo za ramię i patrzył wrogim spojrzeniem.
- Co ja? - niczego nie rozumiał. Dopiero gdy Marco spojrzał na Meg, ten wszystko zrozumiał. - Widać jeszcze nie dorosłeś. A chyba najwyższa pora. - zaśmiał się ironicznie i wyszedł.




***



Siedziała na skraju kanapy, patrząc się w płomień kominka, który znajdował się przed nią. Była nerwowa i niespokojna. Kurczowo trzymała swoje drobne dłonie na kolanie, a co pewien czas poprawiała swoje włosy, które opadały jej na oczy.
- Co się dzieje? - zapytał, gdy tylko usiadł obok. Położył dłon na jej udzie, ale ona prędko odepchnęła ją i uciekła wzrokiem w przeciwną stroną. - W porządku. - nie do końca rozumiał jej zachowanie. - Musimy porozmawiać. I to teraz. Nie uciekniemy od tego, dobrze o tym wiesz.
Milczała. Co chwilę odwracała wzrok w jego stronę, ale nie potrafiła na dłużej spojrzeć mu prosto w oczy.
- Meg? - w końcu ujął jej twarz, oparł swoje czoło o jej i zamknął oczy. Wystarczył mu dotyk. Wystarczyła mu świadomość, że ona jest obok. -  Co się z nami stało? Przecież było nam dobrze, było wspaniale pod każdym względem. I coś pękło. Powiedz mi ty, co się stało? - jego głos drżał. Rozmowa była dla niego bolesna.
- Ty to zniszczyłeś. Rozumiesz? Zniszczyłeś...nas. - ujmując jej twarz, czuł łzy na jej policzkach.
- Nie płacz, proszę...Twój płacz jest dla mnie bolesny.
- To poczuj ten sam ból, który ja czułam gdy zniknąłeś. Wyjechałeś a mnie zostawiłeś. Znudziłeś się? Szybko! - wyrwała się z jego objęć i stanęła przy oknie. Skrzyżowała ręce i wbiła wzrok w mroczną przestrzeń rozpościerającą się za szybą. Czuła jak się zbliża. Jak niepewnie stawia kroki. - Odsuń się, zostaw mnie... - nie miała siły by krzyczeć, by walczyć z nim i ze sobą.
- Nie. Nie mogę. Nie mogę cię stracić. Meg ja cię kocham, rozumiesz?
- Co mi z twojej miłości? - odwróciła się gwałtownie w jego stronę i zaraz tego pożałowała. Byli blisko siebie, czuli swoją wzajemną bliskość. Ich ciała stykały się ze sobą. Jego dłonie spoczęły na jej talii, przez co swobodnie mógł ją przyciągnąć jeszcze bliżej do siebie.
- Nie. Nie rób tego. Nie zbliżaj się, zostaw mnie. – nie była do końca pewna czy tego właśnie pragnie, jego oddalenia. Chciała jego bliskości, ale teraz wydawało się jej to nierealne, niemożliwe. Nie wiedziała co czuje. Nie wiedziała, czy jest sens dalej to ciągnąć, ten ich „związek”. On nigdy nie byłby normalny. Przecież ona jest zwyczajną dziewczyną, a on? Też, ale zwyczajny inaczej. Jest na ustach pracy całego świata, a ona nie chce się w to mieszać.
- Dlaczego mnie odtrącasz? Wiem, że nie jestem idealny, ale nikt nie jest. Spróbujmy, spróbujmy być razem. Jeśli zawiodę, zechcesz odejść – nie będę cię zatrzymywał. Ale daj nam szansę. Ostatnią, proszę… - ponownie łamał mu się głos. Wiedział, że oboje są na granicy. W każdej chwili znów mogą być razem, ale też w każdej chwili mogą stać się dla siebie obcymi ludźmi. – Powiesz coś?
- Marco, ty naprawdę tego nie widzisz?
- Czego? – zdziwił się.
- Tego…że my nie pasujemy do siebie.
- Ale o co ci chodzi? O to, że ja jestem znany, a ty nie? O to, że nasza znajomość wygląda tak jak wygląda? O co do cholery!
- Właśnie o to… Nie dogadujemy się, Marco. Przez chwilę jest fajnie a potem…jest jak jest. Ja chyba nie potrafię być z kimś takim jak ty… Nie wiem czy jestem w stanie angażować się w związek, w którym nie będzie ani chwili spokoju, gdzie cały czas ktoś będzie czekał na nasze potknięcie, na każdą nową plotkę… Poza tym, to byłby ten związek, gdzie ja nie będę jedyną kobietą w twoim życiu.
- Co ty pieprzysz? Jak to nie będziesz jedyna?!
- Pojawiła się Emily. Twierdzisz, że to nie ma dla ciebie znaczenia, że jest dla ciebie nikim, ale ja widzę… Widzę, że myślisz o niej. Przyjechałam tutaj i co? Zastałam cię w towarzystwie innej kobiety. Ciągle wyjeżdżasz… skąd mam wiedzieć, że tam…- zacisnęła pięści.
- Ty mi nie ufasz?
- Nie chodzi o zaufanie.
- To o co?! – krzyknął.
- Nie wierzę w to, że ty naprawdę mnie kochasz.
- To co mam zrobić byś uwierzyła?
- Marco… - uśmiechnęła się delikatnie. – Nie rób nic, to nie ma sensu. My nie mamy przyszłości, po prostu… nam nie wyszło.
- Ale…
- Kocham cię, ale nie potrafię z tobą być…
Jej słowa odbijały się pustym echem w jego głowie. Chciał coś powiedzieć, ale tak naprawdę nie wiedział co. Nie miał już nawet siły by ciągnąć dalej tę rozmowę, by się kłócić. Obserwował jak siada na fotelu zwróconym w kierunku okna, okrywa się kocem a po chwili zasypia. Nie długo potem on sam zasnął, dając sobie kilka godzin wytchnienia i spokoju. Ale nawet sen był dla niego męczący, tak samo jak dla niej. Gdzieś tam głęboko w nich, toczyła się walka przekonań, uczuć i tego w co wierzyli. Nie do końca zdawali sobie sprawę z tego co robią, co mówią. A może po prostu nie dorośli by z kimś być – być naprawdę, na poważnie i … na zawsze.



***






Delikatnie podnosił powieki, a jego oczom zaczął się ukazywać pobielony sufit na którym odbijały się promienie wschodzącego słońca. Przedzierało się ono przez gęste chmury, by choć na chwilę dotrzeć na ziemię w te mroźne dni. Podparł się na łokciach i rozejrzał wokół siebie: jej już nie było. Poderwał się na nogi, zrzucił koc na podłogę, prędko założył buty i kurtkę, po czym wybiegł na zewnątrz. Zamaszystym ruchem popchał drzwi, które hamowała pokrywa śnieżna. Jego oczy poraziła nieskazitelna biel zasp śnieżnych na których odbijały się promienie słońca. Delikatne a jednocześnie tak bardzo wyraziste. Zobaczył ją. Siedziała na ławce przed domem, skulona, okryta grubym kocem z kubkiem parującej herbaty w dłoniach. Była nieobecna, zamyślona, patrzyła w dal. Nie odezwał się do niej ani słowem, lecz usiadł obok i milczał wraz z nią.
- Pięknie tutaj o tej porze. Można tak siedzieć, patrzeć i myśleć. – odezwała się po pewnym czasie, nie zmieniając pozycji, wciąż patrząc w to samo miejsce. – Dlaczego tutaj przyjechałeś? – spojrzała na niego, na krótką chwilę, po czym znów uciekła wzrokiem.
- Wspomnienia z dzieciństwa. Może kiedyś będę miał okazję by ci to wszystko opowiedzieć. – uśmiechnął się. Zapanowała chwila ciszy, którą przerwał pytaniem. – Co teraz będzie? Co będzie z nami?
- A czego byś pragnął?
- Przecież wiesz. Ciebie. Ciebie i mnie, razem, już zawsze.
- Marco, przecież…
- Nie. Nie mów mi, że to się nie uda. Nie mów mi, że do siebie nie pasujemy. Nie mów mi, że nie mamy przyszłości. Powiedz, że możemy wszystko.
- Spróbujmy od początku.
- Początku?
- Tak. Jeśli po raz kolejny nie będziemy potrafili się porozumieć, będziemy mieć pewność, że to na pewno nie ma przyszłości. Spróbujmy się zaprzyjaźnić… - w jej głosie słychać było nadzieję, wiarę, że to może się udać. A on? On się tego bał. Czuł, że to może być koniec.
- Nie chcę się tylko z tobą przyjaźnić. Ja chcę z tobą być. – odwrócił jej twarz w swoim kierunku i pocałował. Wiedział, że to może być największy błąd, ale teraz o tym nie myślał. Chciał tylko znów być jak najbliżej niej.






„Bo to jest dopiero początek, nie koniec. Zobaczysz. Pokażę ci, że ja jestem twój, a ty moja. Udowodnię ci moją miłość. Zawalczę o ciebie. I może przed nami jest długa droga to wiem, że kiedyś będziemy razem. Każda chwila spędzona z tobą, jest najwspanialszą chwilą w moim życiu. Co mogę ci jeszcze powiedzieć? Że cię kocham? Dobrze, kocham cię. Ale powiem ci to jeszcze nieskończoną ilość razy.”




***




Witajcie kochane! Zapewne macie mnie już serdecznie dość, nie dziwię się.  Mam tylko cichą nadzieję, że mimo to, jeszcze o mnie pamiętacie. Jest nowy rozdział, nie wiem czy spełnił Wasze oczekiwania... Mam nadzieję, że jeszcze pamiętacie tę historię. Wracam do niej, wracam do Was. W końcu mam wakacje, coraz więcej czasu. Odstawiam problemy na drugi plan, na pierwszy wstawiam Was i bloga, wstaję na nogi. Następny rozdział zapewne za tydzień. Wiem, że mam ogromne zaległości i dlatego mam prośbę. Jeśli chcecie być informowane o nowym rozdziale napiszcie mi w komentarzu Wasz blog/ numer gg/  twitter/ snapchat. I nazwy Waszych blogów na których mam zaległości, z góry dziękuję za pomoc! Przepraszam jeszcze raz za przerwe, ale jak na razie nie przewiduje juz zadnej innej! Do zobaczenia!

Patrycja




Tutaj mnie znajdziecie:
twitter: @saynothope
gg: 31841237
snapchat: saynothope